04.26.07
HD595 – epilog
Kolejny dzien z HD595 – tym razem na tapete poszlo Pain of Salvation <- co tu duzo pisac cudownie brzmi srodek mimo ze go cofnalem w Vibezie. Ogolnie teraz widac moc parametryczne EQ -> a od wczoraj D2 takze ma parametryczny EQ. Co mnie uderza w parze HD595 i Pain of Salvation? Sopran chyba przede wszystkim, poza tym bardzo ladnie uksztaltowany i punktualny bas – taki ktory nie leje sie na wszystkie strony. Ogolnie to co robie perkusja w wielu kawalkach to maestria. Podciagnalem dol (60 Hz) na szerokosci 1 oktwawy o 4 dB i wrazenie jest swietne – czuje sie fale powietrza. No jest to co tu duzo mowic swietne. A dopiero bede sluchal Marillion – Brave oraz Keith Jarret – Bye Bye Black Bird <- juz teraz jestem super podekscytowany tym co mnie moze spotkac a w zasadzie co uslysze.
04.25.07
Sennheiser HD595
Wlasnie do mnie przyszly. No i juz po 30 min mowie ze warto bylo – to co uslyszalem w kawalkach Ayreona ktore wydawalo mi sie ze juz bardzo dobze znam… ahh a te soprany, ta zywiolowosc Stinga czy psychoza ciemnej strony ksiezyca. Po prostu fantastyczne trzeba sie uczyc wszystkiego od nowa. Od nowa odkrywac i od nowa przezywac. Juz mi ciarki ida po plecach jak pomysle nad dzwiekiem saksofonu z Love Theme from Blade Runner Vangelisa. No po prostu jeden z najszczesliwszych dni mojego zycia – teraz leci Day Three – Pain Ayreona i czuje na plecach ciarki. Fantastyczne uczucie – dla niego warto zyc. Kolejny raz utwierdzam sie ze muzyka jest jedna z najlepszych rzeczy jakie mam. Nikt mi tego nie odbierze!
Kurcze a jakie niesamowite w tym jest to ze muzyka jest taka “przyjazna”, ciezko to opisac ale jest strasznie szczera i pouczajac no i zawsze ma czas, potrafi sluchac, jest cierpliwa… jest jak marzenie ktore jest rzeczywistoscia – po prostu wypelnia moje zycie. Dzieki niej kazdy nowy dzien ma sens.